Przełęcz Czarnego Ognia
Wrzesień 05, 2010, 06:30:09 *
Witamy, Gość. Zaloguj się lub zarejestruj.
Czy dotarł do Ciebie email aktywacyjny?

Zaloguj się podając nazwę użytkownika, hasło i długość sesji
Aktualności: Forum po zmianie serwera, możliwe czasowe problemy techniczne
 
Strony: [1]   Do dołu
  Drukuj  
Autor Wątek: Opowiadanie nr 1 "Mgła"  (Przeczytany 811 razy)
0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.
GreenT
Redaktor
Gildia: Garaz Runkaraki
Mówca

Back to WAR!

Reputacja: 62
Offline Offline

Imię w grze: Arlibaaz Tinpants
Wiadomości: 888


Zobacz profil
« : Styczeń 16, 2009, 08:52:16 »

Nienaturalnie gęsta mgłą unosiła się nad polami. Chmury nie pozwalały przebić się promieniom jutrzenki. Strażnik kończył wartę.

Ostatni raz spojrzał na łąki. Chwilę później zwalił się z hukiem z wieżyczki. Jego ciało skryła mgła. Ziemia zaczęła drżeć w równym rytmie kroków. Ludzie w wiosce budzili się z myślą o kolejnym monotonnym dniu. Młody kapłan kończył poranną modlitwę, gdy ciszę przerwał złowróżbny dźwięk trąb i bębnów. Zerwał się na równe nogi. Założył przeszywanicę, a następnie długą po kostki kolczugę oraz czerwoną tunikę ze złotą kometą z dwoma ogonami. Zapiał pas, przerzucił przez ramię łańcuch ze Świętą Księgą i wyjął spod ubrań srebrny symbol Sigmara. Dobył dwuręcznego młota i ruszył na podwórze.

To co tam zastał przyprawiło go o dreszcze. Wieśniacy miotali się, w rzednącej mgle, szukając schronienia. Strzecha jednej z chat płonęła. Przy bramie kotłowali się silni mężczyźni. Raz po raz odrzucało ich do tyłu, po czym szybko wracali, aby dalej trzymać bramę. Z domu obok wybiegli w pełnym rynsztunku czterej żołnierze. W tym samym czasie brama ustąpiła.

Do wioski wbiegli maruderzy.

- Za mną synowie Sigmara! Za Imperium!- Kapłan ruszył na spotkanie śmierci.
Za nim biegli drwale, żołnierze i kilku innych mężczyzn. Biegł wykrzykując słowa modlitwy.
- Panie daj mi Siłę!- Uderzył marudera, tak że ten wpadł w gnojówkę.
- Do pokonania wrogów naszych!- Trafiony barbarzyńca wpadł swoim pod nogi.
- Niech Twój Święty Młot!- Wykonał młynek, pozbawiając gruntu pod nogami kilku chaosników.
- Spada nań niczym kometa!- Młot zmiażdżył jednemu głowę.
- A Twoje słowo!- Kilku chłopów krzycząc: „Sigmar!” dołączył do obrony wsi.
- Dociera do ich mrocznych serc!- Wbił trzon młota jednemu z nich w splot słoneczny.

Z mgły wyłonili się rycerze, odziani w mosiężne, niebieskie pancerze, ze złotymi zdobieniami. Na tarczach wytłoczony mieli symbol Chaosu. Szli równo, dumnie, taranując konających i uciekających maruderów.
- Nie dopuść do rozpaczy!- Cofnął się od bramy i stanął obok obrońców. Było ich tylko dwunastu przeciwko czterdziestu, dobrze wyposażonym wojownikom. Rycerze rozpoczęli szarżę.
- I nie pozwól nam zwątpić!- Chłopi wbili widły w ziemię i czekali.

Kapłanowi zimny pot ciekł z czoła na oczy. Czuł strach swojego towarzysza broni. Chwycił mocno swój symbol i zaczął śpiewać psalm bitewny. Wokół niego wrzało. Wieśniacy padali jak muchy. Otworzył oczy. Czuł w sobie nieziemską siłę. Jego młot lśnił. Uderzył. Pancerz rycerza pękł, uderzył po raz wtóry, zmiażdżył mu klatkę piersiową. Kolejnemu rozłupał hełm i czaszkę. Zablokował kolejne uderzenie. Następny cios zwalił go z nóg. Spojrzał dookoła. Wszędzie leżały zwłoki. Jeden z drwali jeszcze oddychał. Patrzył na niego błagalnie. W jego oczach widać było żal za uciekającym życiem. Kapłan poczuł duży ciężar na klatce piersiowej. Dowódca oddziału Chaosu stal na nim jak myśliwy nad zwierzyną. Spojrzał na obrońcę.

- Jeżeli Ci powiem, że nie ma żadnego Sigmara, nie uwierzysz mi. Więc sam się o tym przekonasz!- podniósł miecz i przebił nim kapłana.

Konając widział jak rycerze biorą się za plądrowanie. Obrócił głowę. Tylna brama była otwierana przez jednego z wieśniaków. Z mgły powoli wyłaniały się jakieś sylwetki. Słońce przebiło się wreszcie przez chmury. W jego promieniach zalśniły pancerze nadjeżdżającej ciężkozbrojnej kawalerii, pod sztandarem Imperium. Zwrócił twarz ku niebu. Uśmiechnął się. Wiedział, że sprawiedliwości stanie się zadość.

- Tutaj kapitanie ten jeszcze żyje!- poczuł silne szarpnięcie. Ktoś coś do niego mówił, ale on już podążał piękną łąką w stronę jasności.
Zapisane

Walkę i popijawę traktuję tak samo. W obu przypadkach zawsze zostaję sam pośród stosu ciał... "Grimrilowe myśli Arlibaaza Wspaniałego", część 1, tom II.
Strony: [1]   Do góry
  Drukuj  
 
Skocz do:  




Google visited last this page Dzisiaj o 03:29:29