GreenT
Redaktor Gildia: Garaz Runkaraki
Mówca
Back to WAR!
Reputacja: 62
Offline
Imię w grze: Arlibaaz Tinpants
Wiadomości: 888
|
 |
« : Styczeń 16, 2009, 09:00:19 » |
|
Gdzieś daleko od Karak Osiem Szczytów, w leśnych ostępach ośmiu orków, dwa gobliny i kilka snotlingów przedzierało się przez zarośla. Taranowali wszystko co wyrosło im na drodze, włącznie ze zwierzętami. Na czele tej grupki stał czarny ork zwany Uzg.
- Stooop!- zakrzyknął szef. Zbadał okolicę wzrokiem. Na polanie pasło się kilka dzików. Dobył czopy, jego śladem poszły wszystkie orki. Ruszyli z dzikim wrzaskiem na dziki. Zdezorientowane zwierzęta nie zdążyły uciec, skończyły na rożnie.
- My zostać tu, jutro iść dalej. Knypy rozpalić ogień! Umbrak, Urkas, Ugr zwiad. Grompel, Grok mięcho! Gorbas, Garmel piwsko!- Po wydaniu rozkazów Uzg wyciągnął dwuręczny topór, zabrany jakiemuś krasnalowi i poszedł po chrust. Po pół godzinie siedzieli na środku polany, w świetle ogniska i czekali na Gorbasa i Gramela. Zanim dziczyzna doszła na rożnie, oba orki wróciły z całym wozem beczek wypełnionych złocistym trunkiem. - Co tak długo? - My się zgubić w las. Mamy eee…- Garmel zaczął pokazywać paluchami ile beczek piwa. – I tylko cztery Bagmanny. – podniosła się ogólna wrzawa kto zaklepuje Bagmana. Uciszyli się dopiero, gdy Uzg grzmotnął Groka piąchą w nos . - Nie być żadna walka! - Bez bicia?! - Bez! My zagrać o piwsko. Mały meczyk. Grompel, Ugr, Urkas, Gorbas pale! Umbrak, Grok snotlingi. Garmel i knypy zająć się ognichem.- Orki bardzo szybko uporały się ze ścięciem czterech choinek, oskubały i ustawiły na przeciwległych krańcach polany.
Uzg ogrodził polanę małymi palikami. Sześć snotlingów wściekle miotało się w worku, próbując go przegryźć. Pozostałe, które matka natura obdarzyła resztkami instynktu samozachowawczego, czmychnęły głęboko w las. Gobliny szybko rozpaliły kilka pochodni do oświetlania areny.
- Żadnych czop i łachów. Ściągać to! Roooar!- prawie wszystkie pancerze i bronie zostały rzucone wokół ogniska. Orki wrzeszcząc przeskoczyły nad prowizorycznym płotem. Uzg zabrał głos: - Snotling musieć przelecieć między pale. Te bliżej ogniska som moje. Ja grać z Umbrak, Ugr, Urkas! Reszta z Garmelem!- Grupy rozbiegły się.
Jeden z goblinów wybiegł na środek boiska. Postawił na ziemi worek ze snotlingiem. Wydał z siebie trzy bliżej nieartykułowane skrzeki i zostawił worek.
Zanim stworzonko się z niego wyplątało, klnąc przy tym niemiłosiernie, ziemia zatrzęsła się pod stopami zawodników. Rozejrzał się dookoła. Sześciu orków, wyjąc i rycząc, biegło na niego z dwóch stron. Snot rzucił się w stronę płotu. Zanim dobiegł poczuł silne kopnięcie. Ziemia zaczęła się coraz bardziej oddalać, widział jak zielonoskórzy biegną w jakieś miejsce. Trawa zbliżała się nieubłaganie. Nie zdążył się z nią spotkać, a już znalazł się w powietrzu z bólem kręgosłupa. Wpadł w coś miękkiego i zielonego. Podniósł się i popędził przed siebie, za sobą słyszał krzyki: „Snot za boiskiem! Łapać! Łapać!”.
Schował się w jakiejś jamie. Na arenę znów wbiegł goblin i puścił kolejnego snotlinga. Uzg dobiegł jako pierwszy, podbił go w powietrze i kopnął do stojącego trochę dalej Urkasa. Ten przyjął stworzonko brzuchem i podał do Umbraka. Niestety Snotling zmienił troszkę trajektorie swojego lotu i wpadł prosto pod nogi Grokowi. Ork uderzył i żywa piłka poleciała do Garmela. Skierował się w stronę bramki przeciwników, ale nie zdążył podać Gorbasowi. Wielgachna pięść Uzga poderwała jego podbródek bardzo wysoko. Upadł. Czarny ork przebiegł po nim, nie zwracając uwagi na stękanie i podał snotlinga do Umbraka. Nie doleciał.
Stworzonko zerwało się na równe nogi i zaczęło uciekać w stronę płotu. Orki ruszyły w pogoń za piłką. Snotling lawirował między nogami zawodników dopóki nie otrzymał siarczystego kopa od Ugra. Upadł tuż pod bramką drużyny Garmela. Grompel brał zamach, gdy przygniotło go kilkaset kilo. Siedmiu zawodników wgniotło go w ziemię, kątem oka dostrzegł podnoszącego się snotlinga. Ugr jako pierwszy stanął na nogi i ruszył w pogoń za stworzonkiem. Gork pobiegł za orkiem. Nie zdążył mu przeszkodzić, gdyż został powalony silnym kopniakiem w plecy przez Uzga. Ugr dogonił je bez trudu, posłał w powietrze.
Snotlig leciał prosto na pal, skręcił całym ciałem i wylądował kilka metrów za nim, tuż pod płotem. Usłyszał ryk i poczuł trzęsącą się ziemię, postanowił się nie ruszać.
Coś pomacało go spiczastym palcem, podciągnęło powiekę uciekł wzrokiem w górę ukazując samo białko. Otworzono mu usta, przestał oddychać. Podniosło mu rękę, pozwolił jej opaść swobodnie.
- Trup- po chwili namysłu orzekł goblin i zanotował wynik. - Dawać następnego! Co to za gra jak piłka nie uciekać! Roooar!- wrzeszcząc dziko ruszyli na kolejnego snotlinga. Kopnięty przez Gorbasa zawisł na drzewie. Następne stworzonko zostało zgniecione przez trzy orki. Ostatni snotling po kilku kopnięciach wylądował na twarzy Umbraka. Chwycił go mocno za uszy i ugryzł w nos. Umbrak dziko zawył i jednym ruchem ściągnął go z twarzy. Trzymając przed sobą posłał je kopniakiem daleko w las. Orki przygotowały się na następną rundę. - To był ostatni- powiedział niepewnie goblin. - Roooar! Bagmann być nasz! Uzg wygrywać! Uzg być dziki, Uzg być zły, Uzg mieć bardzo ostre kły! Roooar! - My być lepsze niż wy!- rzucił Umbrak, reszta drużyny mu zawtórowała. Czopy w łapskach przeciwnego zespołu znalazły się błyskawicznie. Skład Uzga nie był gorszy. Na boisku zakotłowało się.
– Te łorki to gófniasze som- stwierdził jeden goblinów. - Ale mięcho to dobłe upolowali. Ej dolej no tego sikacza trochu- otworzyły drugą beczułkę Bagamnna i oddały się ucztowaniu.
|