GreenT
Redaktor Gildia: Garaz Runkaraki
Mówca
Back to WAR!
Reputacja: 62
Offline
Imię w grze: Arlibaaz Tinpants
Wiadomości: 888
|
 |
« : Styczeń 16, 2009, 09:55:32 » |
|
Noc gęstsza od jakiegokolwiek mroku zasłoniła gwiazdy. Tylko księżyc był w stanie choć trochę rozświetlić drogę. Grzmoty towarzyszyły drobnym kroplom deszczu. Kilka chwil później burza rozpoczęła się na dobre. Wiatr targał gałęziami drzew, niektóre liście nie wytrzymywały zawieruchy, opadały, rozpoczynając taniec z kapryśnym wiatrem. Między rozjuszonymi drzewami przedzierała się postać. Czarny płaszcz sprawiał, że był niewidoczny. Jego ruchy były zwinne i szybkie. Poruszanie się w lesie miał opanowane do perfekcji. Zatrzymał się na czubku pewnego wzniesienia z którego mógł obserwować małą kotlinkę. Zauważył ognisko, a wkoło niego kilku grzejących się osobników. Wędrowiec wyciągnął z pod płaszcza łuk, kołczan pełen strzał był zawiązany do prawego uda. Nałożył pocisk i naciągnął cięciwę. Podszedł dalej, cicho i dyskretnie jak cień. Zszedł z wzniesienia i schował się w chaszczach niedaleko obozu. - Ech… Nuży mnie to czekanie, kiedy będzie bitka szefunciu?- jeden z wielkich kształtów otulony w skórę jakiegoś zwierzęcia popatrzył na największą postać. - Kiedy bedzie na to czas pentaku! Zamknij gebe i sieć, musimy uwagrzac- odezwał się dowódca, tylko cudem powstrzymał się od uderzenia pytającego. Mrok skrył go doskonale, orkowie nie wyczuli jego obecności. Nałożył jeszcze dodatkowe dwie strzały i mocno naciągnął cięciwę. Przyłożył do oka łuk i wystrzelił trzy pociski na raz. Strzały trafiły w trzech najbliższych orków, jeden dostał w głowę, drugi w plecy między łopatkami, a ostatni w okolice krzyża. - Atakują naz! Dalej chłopcy! Brac ich!- Bestie jak poparzone odrzuciły futra i podniosły z ziemi tarcze i wielkie topory. Ustawili się do miejsca skąd padły pierwsze strzały. - Ustawidź szereg! Tarcze na przod!- Orkowie przygotowali się na kolejną serie strzał. W ciemności cień poruszył gałęzie drzew. Potwory nie wiedziały co się dzieje. Strzała trafiła w plecy kolejnego wojownika. - Cholera!! Robić koło i dokładnie obserwować co się w koło dzieje! – Wykrzyczał dowódca po czym jego żołnierze otoczyli go ciasnym kołem tarcz. - Patrzcie uważnie! Ciemność wypluła kolejną strzałę, trafiła w tarcze. - Haha! Tam są brać ich!- Wykrzyczał ork który odbił pocisk tarczą. W euforii wybiegł w las w raz z drugim maruderem. - Wracać do szeregu! Wy idioci!- krzyk dowódcy nie przyniósł rezultatu, zniknęli w ciemnym lesie, dało się słyszeć tylko odgłosy cięć i jęków. Znowu cień poruszał się w ciemności, mrok wypluł kolejne strzały, które trafiły w głowę trzech zdezorientowanych orków. - Agh!- wykrzyczał ork kiedy kolejne pociski zabiły ostatnich z jego oddziału. Z mroku wyłoniła się postać odziana w czarny płaszcz i z łukiem zawieszonym na plecach. W obu dłoniach trzymał miecze, które połyskiwały srebrem od miękkiego blasku księżyca. Deszcz przestał padać. Ogromny orczy wojownik zakuty w ciężką zbroje i uzbrojony w wielki tasak i tarcze stał przed wysoką smukła postacią. - Zgniote cie uszasty gamoniu! Masz pecha! Ja uwielbiam elfie mięso!- Uderzył parę razy w tarcze i z rykiem ruszył na elfa. Wojownik cienia patrzył z pod kaptura i czekał. Podniósł miecze do cięcia i kiedy ork był odpowiednio blisko z wielką szybkością odskoczył w lewo. Wybił się jak najwyżej do przodu i dwoma ostrzami oddzielił głowę od ciała. Chmury powoli rozwiewały się. Gwiazdy ponownie w raz z księżycem rozproszyły gęstą ciemność. Wojownik cienia szedł gościńcem z workiem trzymanym w dłoni. Z worka kapały krople krwi, głowa orka wesoło podskakiwała w jego wnętrzu. Noc trzymała się ostatnimi siłami, słońce choć jeszcze uśpione skutecznie rozjaśniało ciemności. Garal nagle skręcił z gościńca znikając w gąszczach. Krzaki poruszane miękkim wichrem prawie nie odczuwały ruchów elfa. Jego wędrówka nie trwała długo, doszedł do namiotu rozbitego na małej polance. Palisada drzew gęsto otaczała obóz, tylko promienie słońca bez przeszkód mogły napełnić miejsce światłem. Garal wszedł do namiotu, był w nim wycięty świetlik dzięki czemu było jasno, gałęzie umiejętnie skryły namiot przed kroplami deszczu. Włożył zawartość worka do kuferka leżącego nieopodal i podniósł kawałek papieru z taboretu. Uważnie czytał każde słowo. Promienie słońca tańczyły na ubrane w krople rosy liściach, szum grał im piękną piosenkę. Garal siedział na drzewie otulony w płaszcz zasłonięty przez gałęzie. Obserwował drogę, leśną ścieżkę na tyle szeroką by dać szanse przejechać wozowi objuczonemu w dwa konie. Ciche dźwięki zaczęły przemieniać się w regularną symfonie. Turkot kuł i rżenie koni towarzyszyły głośnym rozmową ludzi. Kiedy wszystko było już dobrze widoczne Garal z trudem opanował złość, musiał pamiętać o zadaniu. Ludzie wyglądali bardzo dziwnie, albo odrażająco. Mutacje na ich ciałach były już bardzo zaawansowane. Symbole chaosu przyozdabiały każdy pancerz, jeden z wojowników miał sztandar zawieszony na plecach, ciężka zbroja naznaczona znakami Khorna miała czerwony odcień, a wielki topór trzymał w dłoni. Garal rozpoznał swój cel. Strzała została nałożona, łuk napięty i przygotowany do strzału. Jeszcze tylko kilka chwil, czekał żeby wóz podjechał bliżej, musiał oddać jeden pewny strzał. W końcu nadszedł ten czas, pojazd podjechał tam gdzie Garal tego potrzebował, zwolnił cięciwę, strzała poszybowała tnąc powietrze gładkim spiczastym grotem. Wszystko trwało ułamek sekundy, wojownik Khorna ze sztandarem na plecach został trafiony prosto w oko. Strzała utknęła w wizjerze chełmu. Zamieszanie jakie powstało było niewyobrażalne. Reszta sług chaosu dobyła broni i skryła się za wozem do miejsca skąd padł strzał. Niektórzy niedorozwinięci wojownicy wystawiali głowy, strzały bardzo szybko je odnajdowały. Z całego orszaku zostało już kilku ludzi. Musieli niedawno stać się heretykami wobec swojego boga, ponieważ nie pawali żądzą wali, strach unosił się w powietrzu. Garal zszedł z drzewa, w dłoniach miał swoje stare dobre miecze. Kiedy heretycy zobaczyli tylko jednego przeciwnika zapłonęli żądzą zemsty, natura Khorna objawiła się wśród swoich młodych uczniów. Podnieśli swoje topory i z rykiem rzucili się na elfa. Garal zablokował ostrzami dwa uderzenia przeciwników, kiedy następni próbowali zadać mu cios z boku odskoczył do tyłu. Ludzie ustawili się w szereg i zaszarżowali. Garal wiedział, że trochę przesadził zostawiając tylu przeciwników przy życiu. Wbiegł do lasu, heretycy zatrzymali się, przez chwile zastanawiali się w jaki sposób elf skrył się w lesie, swoją ciekawość zaprezentowali cięciami drzew próbując dostać się do wroga. Garal za ten czas dostał się na jedną z gałęzi drzewa. Podniósł łuk i nałożył trzy strzały, wystrzelił. Każdy pocisk śmiertelnie godził wroga. Reszta wpadła w prawdziwy szał godny sług Khorna. Zauważyli elfa, próbowali dostać się na drzewo, kiedy im się nie udawało toporami ścinali je. Garal nie wierzył w ich głupotę, wystrzelił ostatnie strzały, ludzie padli. Spokojnie zszedł i podszedł do wozu.
Wyciągnął z niego małą szkatułę, napawała go wielkim obrzydzeniem, ponieważ widniała tam ośmiu ramienna gwiazda-symbol chaosu. Uważnie przeczytał kartkę, wszystko się zgadzało, musiał zrobić już tylko jedno…
|