Przełęcz Czarnego Ognia
Wrzesień 05, 2010, 06:32:46 *
Witamy, Gość. Zaloguj się lub zarejestruj.
Czy dotarł do Ciebie email aktywacyjny?

Zaloguj się podając nazwę użytkownika, hasło i długość sesji
Aktualności: Forum po zmianie serwera, możliwe czasowe problemy techniczne
 
Strony: [1]   Do dołu
  Drukuj  
Autor Wątek: Opowiadanie nr 7 "Spaczeń"  (Przeczytany 787 razy)
0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.
GreenT
Redaktor
Gildia: Garaz Runkaraki
Mówca

Back to WAR!

Reputacja: 62
Offline Offline

Imię w grze: Arlibaaz Tinpants
Wiadomości: 888


Zobacz profil
« : Styczeń 16, 2009, 10:06:48 »

Zanosiło się na deszcz. Niemal całe niebo zasłane było ciężkimi, gęstymi chmurami, przez co noc była wyjątkowo ponura. Modringer Thefk, przez niektórych zwany Smutasem, w nerwowym pośpiechu przemierzał ciasne, kręte i śmierdzące zaułki altdorfskich slumsów. Większość tutejszych mieszkańców dawno już poszła spać, zmęczona lub zamroczona alkoholem. Brudne, zasłane śmieciami ulice były niemalże wyludnione. Nawet kurtyzany zrobiły sobie dziś wolne, lub przeniosły się w bezpieczniejsze dzielnice. Smutas ponownie przyspieszył kroku, słysząc za sobą ujadanie psów gończych.
„Są już blisko” pomyślał skręcając w ciasną, ciemną uliczkę. „Pewnie ktoś na mnie doniósł inkwizycji… Dzięki Ci, Panie Fortuny, że wyprowadziłeś dziś mnie z mego domostwa! Gdyby nie to, teraz pewnie byłbym martwy… albo co gorsza wciąż bym się spowiadał…” Na tą myśl ciarki przeszły mu po plecach. Mocniej ścisnął w dłoni niewielki, czarny przedmiot. Modringer Thefk był wielce wychudzonym, niskim człowieczkiem o wiecznie rozbieganych oczach, bladej twarzy, stale powiększającej się łysinie i koziej bródce. Na nosie miał pogięte binokle, zaś jego czoło zdobił pokaźny, fioletowo-zielonkawy siniak. Nosił stary, wytarty na łokciach i upaprany błotem, ciemnobrązowy płaszcz, obecnie już szarą koszulinę, czarne spodnie i skórzane buty. Jeszcze chwilę wcześniej, kiedy wychodził z domu na spacer, mógł się tytułować imperialnym skrybą. Jednakże w momencie, w którym Inkwizycja przeszukiwała mieszkanie, zaś kilku ludzi z psami podążało jego tropem, z pewnością określono by go po prostu mianem „wstrętnego heretyka”, lub jakoś podobnie, nie był to jednak czas na rozważanie wszystkich tego typu możliwości. „Pewnie znaleźli książki… i broszury… ech, moje broszury… tyle pracy na marne!” Pomyślał z żalem Modringer wkraczając w ślepy zaułek. Odgłosy pogoni stawały się coraz głośniejsze. Rozejrzał się, szukając drogi ucieczki. Okna budynków po obu stronach były zakratowane, zaś drogę zagradzał mu solidny mur, o wiele za wysoki, by mógł się po nim wspiąć. Po drugiej stronie znajdował się niewielki cmentarz, a od incydentu z nieumarłymi władze miasta postanowiły szczelniej odgradzać takie przybytki od mieszkalnych części miasta. Nie liczył na to, że sterty śmieci, brudu i kompostu, zalegające tu i ówdzie, zapewnią mu schronienie przed pościgiem. Przerażony Smutas zdał sobie sprawę, że inkwizycja jest już bardzo blisko. Jeszcze mocniej ścisnął w dłoniach czarny kamień. Gorączkowo szeptał, modląc się o ratunek. „Panie Przemian, Ty, Który Zmieniasz Drogi, Władco Losu, ulituj się nad swym wyznawcą i wybaw go od zemsty sług fałszywego boga. Wskaż ścieżkę…”
W tym momencie Wzrok Modringera padł na wybitą szybę i rozchylone kraty jednej z piwnic kamienicy po prawej stronie. Tuż za stertą śmieci był jego ratunek. Natychmiast rzucił się w tym kierunku, bez zbędnego namysłu wskakując do piwnicy. W środku panował zaduch, zaś smród był jeszcze gorszy, niż w rynsztoku. Kiedy jego oczy przyzwyczaiły się do ciemności, Smutas spostrzegł, że pomieszczenie jest częściowo zawalone, zaś jedna z jego ścian została całkowicie zniszczona. Dzięki temu z piwnicy dało się przejść do kanałów rozpostartych pod całym miastem. Choć panujący tam smród mógłby niejednego doprowadzić do szaleństwa, tunele były dość szerokie. Środkiem płynął strumień ścieków, zaś po bokach dało się przejść wąskimi chodnikami.
Modringer ruszył przed siebie, dziękując w duchu Panu Fortuny. Żałował, że nie zabrał ze sobą żadnej pochodni, lecz brnął przed siebie niemalże po omacku. Pewności dodawało mu przekonanie, że Pan Przemian spojrzał na niego łaskawym okiem. Choć nie był pewien, czy na dobre zgubił pogoń, maszerował spokojniej i wolniejszym krokiem.
Spojrzał na trzymany w dłoni kamień. Znalazł go i przywłaszczył sobie niedawno, podczas sporządzania spisu mienia pewnego zmarłego szlachcica. Praca Smutasa miała tą zaletę, że umarlaki raczej nie upominają się o swoje drobiazgi. Ciemny kamyk o nieregularnym kształcie wywoływał w nim nietypowe i interesujące uczucie. Zdawał się przyciągać, otwierać umysł, dodawać sił. Przynajmniej tak się Smutasowi wydawało. Z rozmyślań wyrwał go ledwie słyszalny odgłos szybkich kroków. Gdzieś z przodu, w ciemności, błysnęła para oczu. Rytmiczny odgłos kapiącej wody zmąciło chrapliwe sapanie i warczenie, dobiegające chyba ze wszystkich kierunków.
„Szczury… pomyślał Modringer. „To tylko szczury, nic strasznego…” Wtem usłyszał za sobą męski głos.
- Zatrzymaj się, heretyku!
Instynktownie odwróciwszy głowę zobaczył brodatego starca w długim płaszczu i kapeluszu, rozpalającego spokojnie pochodnię. Kiedy tylko udała mu się ta sztuka, starzec przełożył płonącą żerdź do lewej ręki, prawą zaś sięgnął po rapier. Na widok ognia spod jego stóp pierzchło z piskiem kilka szczurów.
- Modringerze Thefk! Zostałeś oskarżony o herezje. Mimo, żem już stary i schorowany, mam zamiar położyć kres twoim knowaniom. Taki jest mój obowiązek jako członka świętej Inkwizycji. Tak więc poddaj się natychmiast pod mój osąd! Natychmia…
Nim skończył mówić ogromna, włochata, zakończona szponami łapa powaliła go na ziemię. Pochodnia potoczyła się po podłodze. Smutas w niemym przerażeniu obserwował, jak olbrzymich rozmiarów potwór z pyskiem podobnym do szczura powala i rozszarpuje inkwizytora na strzępy, zatapiając w bezwładnym ciele kły i szpony. Poznaczona bliznami, ponad dwumetrowa bestia wyjąc i charcząc rozdarła mężczyznę na pół i zaczęła się łapczywie pożywiać się jego wnętrznościami. Modringer nie miał innego wyjścia, jak tylko biec ile sił w nogach. Pojękiwał cichutko ze strachu podczas panicznej ucieczki.
Przewracając się i raniąc w ciemnościach pędził, starając się znaleźć jak najdalej od rozszalałego stwora. Nagle coś podcięło mu nogi. Wyrżnął twarzą w mokrą tunelową posadzkę gubiąc przy okazji binokle. Wciąż jednak nie wypuszczał z dłoni kamienia. Ponad sobą usłyszał chichot. Co najmniej kilka niewysokich postaci zaśmiewało się do rozpuku z jego upadku. Podniósł się niepewnie, lękliwie się rozglądając. Zanosząc modły do Władcy Losu znów począł brnąć przed siebie.
- Kim jesteście? Czego chcecie ode mnie? –Rzucił słowa w ciemność. Odpowiedział mu tylko chrapliwy chichot i błysk stali. Po raz kolejny zdawało mu się, że zobaczył błyszczące w ciemności ślepia.
Tym razem za późno. Przyrdzewiałe, brudne ostrze zakrzywionego miecza przecięło mu krtań. Zdążył jeszcze poczuć, jak dwa sztylety wbite w plecy przebijają mu płuca. ”Panie Fortuny… dlaczego?”
Opadając na kolana zobaczył jeszcze nienaturalnie duży, szczurzy pysk odzianej w łachmany postaci. Wyszczerzony w krzywym uśmiechu Skaven kontemplował przez moment zaskoczenie konającej ofiary.
Następnie rzucił się do uczty. W końcu mógł zaspokoić swój czarny głód. Chwilę później dołączyli do niego jego towarzysze.  Kiedy skończyli delektować się zwłokami rozpoczęli przygotowania do dalszej drogi. Jeden z nich, któremu trafiła się ręka, podniósł kamień, który Modringer do ostatniej chwili kurczowo zaciskał w dłoni. Przyjrzał się mu dobrze, po czym rzekł z zachwytem:
- Patszrzcieee! Śśpaczeń! Śszrzary Prorok będzie zadowwoloony!
Wrzuciwszy kamyk do sakiewki, skaven obtarł ostrze swego miecza z krwi, podejrzliwie przyglądając się towarzyszom, czy przypadkiem któryś nie będzie chciał odebrać mu wartościowego znaleziska. Ci jednak ruszyli już w drogę. Rozradowany ruszył za nimi, wesoło machając ogonem i pogryzając sobie co jakiś czas rękę Smutasa, którą zachował sobie jako przekąskę na drogę.
Zapisane

Walkę i popijawę traktuję tak samo. W obu przypadkach zawsze zostaję sam pośród stosu ciał... "Grimrilowe myśli Arlibaaza Wspaniałego", część 1, tom II.
Strony: [1]   Do góry
  Drukuj  
 
Skocz do:  




Google visited last this page Dzisiaj o 02:13:25