Przełęcz Czarnego Ognia
Wrzesień 05, 2010, 06:32:06 *
Witamy, Gość. Zaloguj się lub zarejestruj.
Czy dotarł do Ciebie email aktywacyjny?

Zaloguj się podając nazwę użytkownika, hasło i długość sesji
Aktualności: Forum po zmianie serwera, możliwe czasowe problemy techniczne
 
Strony: [1]   Do dołu
  Drukuj  
Autor Wątek: Opowiadanie nr 8 "Niespodziewany sojusznik"  (Przeczytany 616 razy)
0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.
GreenT
Redaktor
Gildia: Garaz Runkaraki
Mówca

Back to WAR!

Reputacja: 62
Offline Offline

Imię w grze: Arlibaaz Tinpants
Wiadomości: 888


Zobacz profil
« : Styczeń 16, 2009, 10:09:53 »


-Do stu beczek krasnoludzkiego spirytusu!  Czyś ty do reszty oszalał?!– wykrzyczał ze złością Garil- budzić mnie w środku nocy?!  Przecież to herezja! Gdybym tylko był młodszy, twoja głowa wisiałaby teraz nad moim kominkiem.
-Skończyłeś już Garil? - rzekł Dimzad- No to przynieś mi tu kufel porządnego Bugmana, najlepiej dwa. Tobie też się przyda.
Wściekły jak osa Garil zszedł do swojej piwnicy i po kilku minutach przyniósł okazały antałek leciwego Bugmana oraz 2 dębowe kufle. Zwinnym ruchem rozlał trunek do dwóch kufli i podał jeden Dimzadowi.
-Mów co Cię tu sprowadza o tak psiej porze?
-Orki…
-Co?!!- Garil aż opluł sobie brodę z wrażenia – nie dość że mnie budzisz w środku nocy to jeszcze mi tu bajki będziesz opowiadał!
-Zanim zaczniesz mnie osądzać o bajki, najpierw wysłuchaj mnie do samego końca! – powiedział już lekko zdenerwowany Dimzad-  Nie mówię tu o zwykłych orkach. Nasi zwiadowcy donieśli, że od strony

Przełęczy Rzeźnika zmierza w naszą stronę potężny oddział Czarnych Orków, wraz z goblinami. Istna inwazja zielonoskórych.
-Na moją brodę!! Jeżeli to co mówisz jest prawdą to czeka nas wielka bitwa!
-Jeżeli nasi kartografowie dobrze wykonali obliczenia, to z wrogą armią spotkamy się w twierdzy Stonewatch. Wyruszamy o świcie, po przemowie naszego wodza Duraka Miedziobrodego.
-Będę na miejscu o świcie. A teraz wybacz, muszę iść naostrzyć swojego Pożeracza.
-Tylko naostrz z właściwej strony. Żebyś nie został, ze sztylecikiem jak podczas ostatniej bitwy w Przełęczy Czarnego Ognia.
-Bardzo śmieszne – fuknął Garil. – i wziął się za ostrzenie swojego toporka.

Następnego dnia o świcie wszystkie krasnoludy zdolne do walki stawiły się na przemówieniu swojego wodza Miedziobrodego. Byli tu wspaniali łamacze żelaza, inżynierowie, nawet tak rzadcy w krasnoludzkiej rasie kapłani run. W ramach zagrożenia ogłoszono także amnestię dla wygnanych zabójców, którzy jak tylko się o tym dowiedzieli stawili się dość licznie w szeregach krasnali. Oczywiście ich przybycie wzbudziło lekki niesmak wśród zebranych, ale z racji powagi sytuacji nie zwracano im na to szczególnej uwagi. Zresztą właśnie zaczął przemawiać Miedziobrody.
- Drodzy bracia krasnale! Nad naszą krainą zawisły ciemne chmury! Od południa kroczą ku nam potężne oddziały zielonoskórych! Tym razem mamy powody do obaw gdyż przewodzi im sam Grumlok! – na te słowa po tłumie przebiegł stłumiony okrzyk – Ponadto zielonoskórzy wzmocnili swoje oddziały o zastępy Czarnych Orków! Jak wiecie bracia, ta odmiana wykazuje się o wiele większą inteligencją niż ork czystej krwi! Według naszych obliczeń spotkamy wroga w naszej fortecy Stonewatch! Pragnę wam przekazać także dobre wieści! Wysłaliśmy petycję do Imperatora, który zgodził się wspomóc nasze oddziały w walce! Spotkamy się w nimi w Dolinie Kadrina! Bracia krasnale, pora wyruszać na bitwę! Niech znów poleje się krew zielonoskórych, tak jak to miało miejsce w legendarnej walce w Przełęczy Czarnego Ognia 10 lat temu! Ruszajmy!
-Niech żyje Durak Miedziobrody! – podniósł się gromki okrzyk.

   Wyruszyli zaraz po przemówieniu. Marsz trwał 2 tygodnie i oto ich oczom ukazała się piękna forteca krasnoludzka Stonewatch. Wielkie, monumentalne wieże przedstawiające wizerunki Grungiego i Grimnira. Całość wykonana z granitu przyniesionego aż z Gór Gromu. Ta forteca przedstawia ogrom krasnoludów. Niestety, niedługo może z niej zostać kamień na kamieniu, albo tylko wspomnienie.
   Przygotowania do bitwy ruszyły całą parą, ustawiano olej nad bramą, maszyny oblężnicze na murach. Wśród nich słynne fortepianowe działo projektu Storriego Złotej Rączki. Ponato na murach można było znaleźć różnego rodzaju katapulty, oraz balisty. Wszystko wydawało się być w porządku, jednak Miedziobrodego nachodziły czarne myśli.
-Dlaczego ten Dieter nie wysłał mi żadnego gońca od trzech dni? Coś musiało pójść nie tak. Co o tym wszystkim myślicie? – zwrócił się do Dimzada i Garila.
-Jak dla mnie to oni w ogóle nie ruszyli swoich leniwych zadków z Altdofru – rzekł Garil, popijając sobie krasnoludzkiego spirytusu.
Szybko pożałował swoich słów, bo już po chwili leżał na podłodze z nosem w kuflu i z wielkim guzem na głowie.
-Jak śmiesz podważać zdanie samego Karla Franza! Opanuj się młokosie! Dzieki Ci Valaya, że nikt poza nami tego nie słyszał. No wstawaj już, nie mazgaj się. Jakie jest Twoje zdanie w tej sprawie Dimzad?
-Według mnie oddziały Imperium mogły się spotkać w Górach Gromu z oddziałami zwiadowczymy zielonych. Jeżeli oddział zwiadowczy potrafił pokonać to co nam przysłał sam Imperator, to myślę, że naszemu bratu Garilowi należą się przeprosiny i nowy kufel spirytusu.
-Poczekajmy jeszcze jeden dzień. Jeżeli nie będzie żadnych wieści, wówczas przeproszę Garila i dam mu całą beczkę Bugmana jako rekompensatę za tego guza.
-Wielkie dzięki – jęknął Garil cały czas masując sobie głowę

   Na drugi dzień nadal nie było żadnych wieści od Imperatora. Miedziobrody dotrzymał obietnicy złożonej Garilowi, co ten szybko wykorzystał i poszedł się upić do swojego namiotu. Ale na tym problemy Miedziobrodego się nie  skończyły. Właśnie przybył goniec krasnoludzki, i wcale nie miał dobrych wieści.
- Panie! Panie! Oddziały zielonoskórych właśnie przechodzą przez Dolinę Kadrina! Jest także spory problem Panie! Oddziały zielonych są wspomagane przez potężny oddział Maruderów, Wybrańców i Magusów.
   Miedziobrody zamarł. Tego się nie spodziewał. Odprawił posłańca. Był zdruzgotany. Pomyślał, że ma ostatnią możliwość. Wiedział, że wielu będzie mu to miało w przyszłości za złe. Wezwał posłańca ponownie  i przekazał mu informacje.
- Wezwij do pomocy Wysokie Elfy.
 Posłaniec zdębiał.Zanim wyruszył upewnił się dwa razy czy to co usłyszał na pewno padło z ust Miedziobrodego.
   Trzy dni później ku ogólnemu zaskoczeniu wszystkich pod murami Stonewatch stanęły nie oddziały Imperium, a potężny legion Wysokich Elfów. Krasnoludy były zdumione tym co się stało.

Początkowo myślały, że to jakaś magia, lecz po krótkich wyjaśnieniach Miedziobrodego elfy zostały wpuszczone do twierdzy. Cztery dni później pod murami Stonewatch stanęły oddziały wroga. Wielka bitwa miała się rozpocząć niebawem. Przybył posłaniec zielonoskórych.
- My was oszczędzić, jak wy się poddać i oddać cały zamek w nasze ręce.
- Prędzej zjem własny topór – ryknął Miedziobrody i w mgnieniu oka ściął głowę posłańca. Wziął ją, wszedł z nią na mury i rzucił jak daleko tylko potrafił.
Tak rozpoczęła się wielka bitwa pod Stonewatch.
Zapisane

Walkę i popijawę traktuję tak samo. W obu przypadkach zawsze zostaję sam pośród stosu ciał... "Grimrilowe myśli Arlibaaza Wspaniałego", część 1, tom II.
Strony: [1]   Do góry
  Drukuj  
 
Skocz do:  




Google visited last this page Dzisiaj o 02:11:16