Przełęcz Czarnego Ognia
Wrzesień 05, 2010, 06:35:46 *
Witamy, Gość. Zaloguj się lub zarejestruj.
Czy dotarł do Ciebie email aktywacyjny?

Zaloguj się podając nazwę użytkownika, hasło i długość sesji
Aktualności: Forum po zmianie serwera, możliwe czasowe problemy techniczne
 
Strony: [1]   Do dołu
  Drukuj  
Autor Wątek: Opowiadanie nr 9 "Fałszywy łowca"  (Przeczytany 615 razy)
0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.
GreenT
Redaktor
Gildia: Garaz Runkaraki
Mówca

Back to WAR!

Reputacja: 62
Offline Offline

Imię w grze: Arlibaaz Tinpants
Wiadomości: 888


Zobacz profil
« : Styczeń 16, 2009, 10:16:37 »


Ciężkie drewniane drzwi domu zarządcy otworzyły się z hukiem, na progu stał mężczyzna w długim znoszonym płaszczu. Wszedł do środka wraz z dwoma funkcjonariuszami milicji, rozmowy ustały. Pierwszy zabrał głos staruszek w bogatym odzieniu.
- W czym mogę panu służyć, Panie…?- zapytał z uśmiechem.
- Gaspar Schiller, łowca czarownic świętego kościoła Sigmara w Altdorfie. Jesteś aresztowany za herezję oraz oddawanie czci Mrocznym Bóstwom- dał znak swym towarzyszom, ci ruszyli w stronę starca.

Zaskoczony zarządca nie zdążył nawet zaprotestować, skuli go i wyprowadzili. Gaspar powoli ogarnął wzrokiem całą salę.
- Przepraszam, że przeszkodziliśmy. Życzę miłego wieczoru- wyszedł pozostawiając za sobą grobowy nastrój. Na zewnątrz było zimno i wietrznie. Przytrzymał kapelusz i ruszył w stronę jakiejś chałupy.

Wszedł, w sieni siedziało kilku milicjantów. Stanęli na baczność, minął ich jakby nie istnieli. Zszedł schodami do piwnicy. Panował tu niemiłosierny smród potu, krwi i palonego mięsa. Do kamiennego stołu był przykuty ogolony i zakneblowany zarządca. W kącie za małym biurkiem siedział zgarbiony człowieczek z kałamarzem, piórem i butelką wina. Kapłan kończył modlić się nad więźniem. Pomocnik Gaspara już rozgrzewał narzędzia.  Gaspar poczekał aż kapłan skończy, dał znak skrybie i wyjął knebel z ust starca. Łowca, ignorując potok obelg, rozpoczął przedstawianie narzędzi. Po dwóch godzinach wyszedł z piwnicy, kaftan i spodnie miał ubrudzone krwią, na jego twarzy gościł uśmiech satysfakcji. Przebrał się i wyszedł zabierając ze sobą kilku milicjantów. Skierował się do domu tutejszego dowódcy garnizonu. Młody mężczyzna stał nad mapą okolicy, na widok łowcy czarownic uśmiechnął się.
- Witajcie mistrzu Gasparze, mam nadzieję, że kwatera Wam odpowiada?
- Witaj Hansie, pomieszczenie jest doprawdy wyborne.
- Cóż więc was sprowadza?
- Dziś popołudniu aresztowaliśmy zarządcę- podał młodzikowi dokument. – Starzec był dość rozmowny, opowiedział nam o ceremoniach poświęconych mrocznym bóstwom. Wskazał nam też swoich wspólników… Jesteście aresztowani.
- To jakaś kpina!
-  Stawiając opór pogarszasz tylko swoją i tak beznadziejną sytuację. Wtrącić go do więzienia- Hans został obezwładniony przez czterech milicjantów. Wyprowadzili go, a łowca czarownic ruszył w dalszą drogę po miasteczku. Funkcjonariusze prowadzący Hansa spostrzegawczością nie grzeszyli. Młodzieniec, bez trudu, zabrał jednemu z nich nóż, zwinnie schował go w cholewę buta. Prowizoryczne więzienie było starą obora, tylko drzwi zostały wzmocnione ,a okna zabite. Milicjanci wtrącili Hansa do środka. Zarechotali głupio, gdy ten wylądował w łajnie. Zatrzasnęli drzwi. Wewnątrz był odgrodzony kratą okrąg o średnicy sześciu metrów, wokół niego zostały umieszczone balkony. Hans poderwał się, dopadł krat, ale furtka była już zamknięta. Na balkonach pojawiało się coraz więcej gapiów, byli wśród nich zarówno wieśniacy jak i szlachetnie urodzeni. Wszyscy mieli szydercze uśmiechy, panny chichotały wytykając go palcami. Na balkonie pojawił się Gaspar, uciszył pospólstwo.
- Moi drodzy, oto człowiek, który sprowadził tu łowcę czarownic Gaspara Schillera, ten młodzieniec, oddany sługa Imperium oraz tego bożka zwanego Sigmarem- wśród tłumu poniósł się rechot. – On, ślepo twierdząc, że ogień jego wiary pokona potęgę mrocznych bóstw, chciał oczyścić to miasteczko z plugastwa i zgorszenia, jak napisał w liście do Oficjum. I oto jest jego łowca czarownic!- Milicjanci wrzucili do okręgu związaną postać. Publiczność ryknęła gromkim śmiechem. Hans zbliżył się do współwięźnia. Był to niemłody mężczyzna, pokryty licznymi bliznami, zlepione krwią włosy zakrywały twarz. Hans podszedł do krat chciał cos powiedzieć, ale Gaspar mu przerwał.
- W tym miejscu mamy jedną zasada, żadnych zasad. Walczcie!- Hans w ostatnim momencie spojrzał za siebie. Wielka zakrwawiona pięść uderzyła go w policzek. Szybko odturlał się w bok. Odczołgał się przed pietą, uderzył potylicą o kratę. W ostatniej chwili uchylił się przed kopniakiem, stopa napastnika utkwiła miedzy kratami. Poderwał się na nogi. Odskoczył przed pięścią. Kolejny kopniak posłał go pod kratę. Publiczność zawyła.
- Dość tego dobrego- dobył noża z cholewy. Napastnik nie zatrzymał się. Uchylił się przed kolejnym ciosem i zaatakował. Szybkie cięcie z lewej. Pchnięcie w udo. Silny cios w twarz pozbawił Hansa równowagi. Wypuścił nóż z ręki. Przeciwnik rzucił się na niego, przycisnął go swoim ciałem. Kolanami stanął m na brzuch, przytrzymał ręce Hansa i odciągnął jego głowę. Zatopił żółte zębiska w jego szyi. Rozerwał mu ścięgna i odgryzł kawałek mięsa. Posoka gęsto zrosiła ziemię. Zlazł z niego, Hans próbował zatamować krew. Ból. Krzyk. Powiew wiatru, szum strumienia.  Zobaczył rodzinny dom, zbliżył się. Mógł dotknąć płotu, czuł chropowatość drewna. Wszedł na podwórko, wszystko było takie piękne, zielone. Zapach krów i świeżo ściętej trawy. Gdzieś w oddali szczekał pies. Podszedł do drzwi, uchylił. W izbie siedziała jego matka oprawiając sarnę. Młodsza siostra stała obok niej i przyglądała się z zaciekawieniem. Wszedł do środka. Znienacka jego siostra rzuciła się z nożem w ręku w jego stronę. Chciał się uchylić, ale nie mógł się ruszyć. Dziko krzycząc i krzywiąc się wbiła mu nóż w brzuch. Nagle wrócił. Widział jak napastnik, trzymając oburącz nóż uderza raz za razem w jego brzuch. Zobaczył własne trzewia. Przestał czuć, zamknął oczy.
-  Zanieśmy teraz modły do Tzeencha, niech przyjmie te ofiarę jako dowód naszego oddania, niech przepełni nas swą mocą! Panie przemień nas…
Zapisane

Walkę i popijawę traktuję tak samo. W obu przypadkach zawsze zostaję sam pośród stosu ciał... "Grimrilowe myśli Arlibaaza Wspaniałego", część 1, tom II.
Strony: [1]   Do góry
  Drukuj  
 
Skocz do:  




Google visited last this page Dzisiaj o 02:05:57