Przełęcz Czarnego Ognia
Wrzesień 05, 2010, 06:30:54 *
Witamy, Gość. Zaloguj się lub zarejestruj.
Czy dotarł do Ciebie email aktywacyjny?

Zaloguj się podając nazwę użytkownika, hasło i długość sesji
Aktualności: Forum po zmianie serwera, możliwe czasowe problemy techniczne
 
Strony: [1]   Do dołu
  Drukuj  
Autor Wątek: Opowiadanie nr 10 "Brygada ratunkowa"  (Przeczytany 711 razy)
0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.
GreenT
Redaktor
Gildia: Garaz Runkaraki
Mówca

Back to WAR!

Reputacja: 62
Offline Offline

Imię w grze: Arlibaaz Tinpants
Wiadomości: 888


Zobacz profil
« : Styczeń 16, 2009, 10:21:33 »


Wszystko układało się fatalnie. Zyga był pewien że wezwanie przed kaprawe oczka Szefa nie wróżyło nic dobrego.
-  Wezwałem was,bo jesteście debeściaki. I misje specjalnom dla was mam.
Tu Szefu przerwał i potoczył ciężkim wzrokiem stojących przed  wielkim jak morena orku i dwóch goblinach. Jeden goblin wyglądał jakby składał się z samych blizn i szram,a drugi tylko wlepiał w niego złośliwe oczka. Szefu niezbyt pewnie czuł się w długich przemowach,ale jego doradca Grzdylec mówił ze to dodaje majestatu. A tego nigdy za wiele.
-  Bo się mi zagubiła gdzieś grupa szturmowa Siekacza, to mi jom znajdźta. Załapaliście o co biega?
Zadowolona gęba Grzdylaca mówiła wyraźnie kto był autorem pomysłu wysłania wspaniałej trójki na wyprawę i pozbycia się ich z obozu. Zyga z Brzucholem mieli swoje układy,Szrama, poganiacz squigów został najwyraźniej dołączony przy okazji. Po prostu Grzdylec nie ufał kolesiowi, który cały dzień spędza ze stworzeniami które chcą go zeżreć. I sądząc po ilości ran na ciele Szramy częściowo to się im udało.
-  No,to zbierać się i nie wracać bez Siekacza, bo z brygady ratunkowej się zrobicie prowiantową!
Szefu lubił pożartować. Uważał że smutne żarcie jest niesmaczne.
                                                                                                                          XXX
Bohaterska trójka powoli szła przez las. Nastroje były raczej grobowe.
-   Po mojemu to Siekacz z chłopakami zarekfilowali towar kurduplom i leżą gdzieś schlani,albo  kurduple były cwańsze i chłopaki są u Gorka. Albo Morka.
Zamiłowanie Siekacza i jego chłopaków do złocistego płynu było powszechnie znane. Od walenia choppasem przez łeb, wyżej sobie cenił tylko walenie choppasem przez łeb po wygulganiu paru kufli.
-  Zara spytam Gorka o rade gdzie ich szukać. Tylko mi nie przeszkadzać!
Zyga uważał że maluczkim tego świata należy się małe przedstawienie, bo sucha informacja od zwiadowców że na północy jest browar krasnoludów mogłaby zachwiać jego pozycją „kolesia od myślenia".Pogibał się więc trochę, porobił trochę złowieszczych min i wielkim (jak na swoje rozmiary rzecz jasna)głosem obwieścił
-  Tam są! - I skierował brudny paluch na północ. Szrama miał pewne wątpliwości.
-  Na pewno?A żyjom?
-  O to się bogów nie pyta poganiaczu! Ruszać się,idziemy!
Zyga doszedł do wniosku że brak poważania dla autorytetu szamana był u Szramy irytujący. Zaczął się zastanawiać jak rozwiązać ten problem,kiedy wreszcie zostanie głównym myślakiem waaatahy. A potem podrepta szybko by dogonić swoich towarzyszy.
                                                                                                                        XXX
Tyla ich jest – Szrama rozcapierzył palce. Widać było że któryś ze squigów ograniczył mocno jego zdolności matematyczne.
- A beczek to tyle – tu machnął szybko pięciokrotnie poobgryzanymi dłońmi.
- A chłopaków od Siekacza to nie widziałem.
Brzuchol,po raz pierwszy od wymarszu z obozu wyraźnie się ożywil.
-  To jedziemy ich, nie chłopaki? Tyle browca....Sklepiemy kurdupli i to wszystko będzie nasze.
Zyga miał wątpliwości kto kogo sklepie, ale entuzjazm Brzuchola był ciężki do kontrolowania. I zaraźliwy. Szrama rozsypał trochę grzybków i zagwizdał przeciągle. Jak spod ziemi wyrósł przy nim squig. O wyjątkowo wrednym wyrazie mordy.
-  No to jadziem chłopaki. Waaaagh! - Brzuchol nie należał do wielbicieli planowania i taktyki.
Wypadli z lasu na niczego nie spodziewających się krasnoludzkich piwowarów. Jednak mimo początkowego zaskoczenia krasnoludy szybko się przegrupowały i sformowały linię obronną za beczkami. Sytuacja wyglądała na patową. Wtem zza pleców piwowarów wyskoczyli z lasu z głośnym okrzykiem wyskoczyli chłopcy Siekacza. Wynik walki był przesądzony,krasnoludy ruszyły w drogę do krainy wiecznego warzenia piwa i destylacji spirytusu.
-  To nasz browiec, wara wam od niego! - Siekacz szybko zgłosił swoje roszczenia do zdobycznego ładunku.
Od kilku tygodni włóczył się z chłopakami szukając okazji takiej jak ta sprzed paru chwil .Nieoczekiwane pojawienie się brygady nieco psuło mu plany dalszej radosnej włóczęgi i naruszało jego prawo własności zdobytej. Brzuchol nie wdawał się w dyskusje, tylko z miejsca przywalił Siekaczowi w gębę i poprawił paroma kopnięciami.
-  Ja tu jestem Szef , stulić gęby i słuchać!Najpierw se troche wypijem, a potem wracamy do obozu. Jak się komu nie podoba,to mu przywale. Zrozumieli?!
Zielonoskórzy patrzyli z podziwem na ten pokaz dyplomacji i charyzmy nowego Szefa. Zyga myślał nad perspektywą powrotu do obozu z nowymi stronnikami i zmianami personalnymi na stanowiskach przywódczych. Szrama zastanawiał się czy squig nie zeżre go w nocy,jak będzie spał nawalony. Chłopaki martwili się czy wystarczy piwa. A potem porzucili smutki i świętowali wesoło epickie zaiste zwycięstwo.
Zapisane

Walkę i popijawę traktuję tak samo. W obu przypadkach zawsze zostaję sam pośród stosu ciał... "Grimrilowe myśli Arlibaaza Wspaniałego", część 1, tom II.
Strony: [1]   Do góry
  Drukuj  
 
Skocz do:  




Google visited last this page Dzisiaj o 01:57:49