MGGG
Gildia: Nowe GR
Mówca
Reputacja: 14
Offline
Imię w grze: Octawius, Octanax3, Octan, Octanek, Octawian i paru inych ;)
Wiadomości: 1 374
|
 |
« : Styczeń 29, 2010, 19:52:42 » |
|
To szaleństwo trwało już osiem godzin. Niedobitki oddziały leśnych elfów brnęły przez las. Została ich raptem garstka. Rannych, zmęczonych, rozbitych psychicznie i prawie martwych. Prawie, bo tuż za nimi, za zieloną ścianą drzew od kilku godzin słuchać było tylko wycie podążających ich śladem zwierzoludzi oraz ostatnie, agonalne krzyki tych, którzy nie mieli już sił uciekać. Wbrew pozorom bestie ich nie gonili. To nie był pościg. To była zabawa. Bluźniercza zabawa ku czci mrocznych bóstw.
Dla Carnivala, młodego elfa o włosach niczym łana pszenicy, to miała być pierwsza wyprawa wojenna. Chrzest bojowy. Jak przez mgłę pamiętał pożegnanie z rodzicami, pierwsze kilka dni radosnej wyprawy w odmęty Wielkiej Puszczy, błyski ciepłego, wiosennego słońca tańczące wśród drzew. Reszty nie chciał pamiętać. Ani nocy w pobliżu plugawego cmentarzyska, które przybyli zbadać, ani też porannej zasadzki, ani śmierci jego bliskich, ani tego trwającego już tyle godzin szaleństwa.
Wystająca z ziemi gruba gałąź była już zbyt dużym wyzwaniem dla Carnivala. Potknął się o nią i wpadł w gęste krzaki. Za nimi był niewielki, lessowy wąwóz. Elf kilka razy przekoziołkował, skosił młode rosnące na zboczu drzewko i legł w wilgotnej ściółce. Na chwile zapadła cisza, przerwana triumfalnym warkotem zwierzoludzi. One już wiedziały, że czas na kolejną agonię i kolejną danie z ciepłego, jeszcze parującego mięsa.
Carnival wiedział, że nie ma żadnych szans. Resztkami sił obolałego ciała podczołgał się pod obalony pień. Zaparł się o drzewo plecami i spojrzał na nadchodzącą śmierć. Po zboczu wąwozu zeskakiwało czterech gorów. Trzech było brązowych i wyglądało przy czwartym, o głowę od nich większym jak kundle. W rękach trzymali prymitywne włócznie, a przy pasach mieli krótkie kawałki stali, mające już służyć za miecze. Czarny jak smoła gor warknął na pozostałych i ruszył powoli w kierunku elfa. Śmierć nadciągała powolnymi krokami, delektując się każdą sekundą strachu swojej ofiary. Elf zamknął oczy i zaczął wznosić modły do swoich bogów.
Wtem poczuł żar bijący z kierunku gorów oraz usłyszał z ich agonalne krzyki. Otworzył szybko oczy. Na ziemi dopalały się trzy trucha gorów. Czwarty, największy obrócił się w kierunku szczytu wąwozu. Na górze stał trzech ludzi oraz mocarny krasnoludów z pióropuszem pomarańczowych włosów na czubku głowy i dwoma zardzewiałymi gwoździami wbitymi w wargi. Warknął coś gardłowo do dwóch ludzi, ujął w swoje wielki niczym udziec jelenie łapska dwa śliniące topory i ruszył w dół grani na spotkanie wielkiego gora. Ten także coś od warknął, wyjął kawał żelastwa za pasa i począł szarżować na krasnoluda.
Carnival z podziwem patrzył na krótką walkę. Toporki błyskały niczym błyskawicę w łapach krasnoluda. Tak samo błyszczały jego oczy, kiedy w szaleńczym wyskoku odrąbał głowę gorowi. Krasnoludów kucnął i zaczął czyścić mchem broń. Ludzie zeszli do niego i zaczęli wymieniać zdawkowe uwagi. Dopiero kiedy Carnival ruszył się spojrzeli na niego. Krasnolud uśmiechnął się i językiem przejechał po ostrzu jednego ze swoich toporów. Po stali pociekła krew. - Nie musisz się już niczego obawiać chłopcze. Skowyt przy tobie – rzekł do niego jeden z ludzi i podał mu rękę, by mógł wstać. - A teraz choć zapolujemy – dodał i spojrzał na krasnoluda. – Suszi, zostaw chłopaka, to jeszcze dzieciak – powiedział i zaczął się śmiać. - Ale ja lubię takich młodych – odrzekł krasnoludów i także wybuchł śmiechem. Nie wiedząc czemu Carnival zaczerwienił się i ruszył za tymi ludźmi w leśne odmęty. W kierunku zwierzoludzi. Miał jakieś dziwne przeczuci, że tym razem poleje się krew pomiotów Choas. Dużo krwi.Spocznij rekrucie! Tylko nie garb się, chcesz być żołnierzem, czy popierdółką?!Powiem ci teraz o kompaniji do której chcesz wstąpić. Nazywamy się Skowyt. Nie dlatego, że skomlemy. Skomlą słudzy Choasu, którzy giną od naszych mieczy.Kompania jest stara jak świat. Jej początek sięga na pamiętnego września 2008 roku od założenia Altdorfu, kiedy to na serwerze K8P powstało Czarne Bractwo. Wkrótce została mu nadane miano Skowyt. W sierpniu Skowyt przeniósł się na serwer Karak Azgal – nasz nowy dom. Zaczynąlismy od nowa, mając tylko nagie miecze w dłoniach, ale bardzo szybko wywalczyliśmy sobie nimi miano jednej z czołowych gildii RvR na serwerze. Nasze szeregi bardzo szybko pęczniały. Głównie to byli ludzie tacy sami jak Ty – kompletnie zieloni i nieopierzeni. Pod okiem naszych doświadczonych dowódców uczyli się latać. I teraz każdy pomiot Choasu lęka im się stawić czoła.Tak więc jeśli szukasz dobrej zabawy, fachowego PvP zarówno w większych grupach, jak i małych potyczkach, wypadów do instancji po coraz lepszy sprzęt – to dobrze trafiłeś. Jeśli masz miękki kark, szukasz wygody, a nie trudów wojny i marzysz o staniu w warcampie ze szmatą w dłoni – idź, odejdź i szukaj braci podobnych do ciebie. A wierz mi, że jest ich od liku w tym świecie niekończącej się wojny. Skowyt obecnie ma 80 członków i 33 rank gildii. Jesteśmy także członkiem najpotężniejszego sojuszu na Karak Azgal – Phoenix Alliance. To sojuszu 10 gildii ścisle zorientowanych na RvR. Możesz naszych braci i siostry spotkać co dzień, o każdej porze we wszystkich tierach. Samodzielnie wystawiamy war band, który jest jedną z głównych sił napędowych orderu. A na nim jest wymalowane nasze hasło, które niesie nadzieję w tych mrocznych czasach: Fell don't fear, Skowyt is hear! Czy jesteś więc gotowy wstąpić wstąpić w nasze szergi. Jeśli tak, to czym prędzej udaj się na nasze forum gildiowe www.skowyt.eu lub odezwij się do nas w grze (/who Skowyt). Posted on: Grudzień 22, 2009, 15:19:26
Filmik z obrony Altdorfu http://www.youtube.com/watch?v=tTppq1f3-Mcciag dalszy na koncie Aniemicznej na YB
|